featured Film

Gwiazd naszych wina- film

2/24/2015Kultura Czytania

Macie czasami wrażenie, że jesteście z czymś spóźnieni? Z czymkolwiek- zadaniem, recenzjami, nowościami? Wydaje mi się, że każdy z nas ma czasami takie uczucie. I ja mam tak właśnie teraz. Bo „Gwiazd naszych wina” (w reżyserii Josha Boone'a) oglądało już tyle osób, że mam wrażenie iż jestem ostatnia. Obejrzałam ten film dopiero jakieś dwa tygodnie temu. Długo zastanawiałam się i nie wiedziałam czy go opisać (bo wielu z was już go pewnie oglądało), ale koniec końców jednak to zrobiłam. Zapraszam do lektury!

Historię Hazel i Gusa zna już mnóstwo osób. I zaliczają się do nich nawet ci, którzy ani nie czytali książki, ani nie oglądali filmu. Mamy dwóch nastoletnich bohaterów, którzy w taki czy inny sposób na co dzień obcują z chorobą. Albo dotknęła ona ich, albo ich bliskich. Radzą sobie raz lepiej, raz gorzej, ale ogólnie rzecz ujmując starają się żyć w miarę normalnie (na ile to oczywiście jest możliwe). Jest to opowieść, która poruszyła wielu. Mnie również bardzo się ona podobała. Płakałam zarówno przy książce, jak i później przy oglądaniu filmu. I pewnie będziecie sobie teraz zadawać pytanie, dlaczego? Skoro znałam przebieg całej historii to chyba powinnam wiedzieć co się stanie i nie przeżywać tego aż tak bardzo. No cóż, nie umiałam się powstrzymać. Tak właściwie, to na wersji filmowej „Gwiazd naszych wina” czułam chyba jeszcze większą gorycz niż przy książce.

Zacznijmy może od aktorów. W roli Hazel nie potrafię sobie teraz wyobrazić nikogo innego od Shailene Diann Woodley, która wcieliła się w postać naszej głównej bohaterki. Jak dla mnie bardzo dobrze odzwierciedliła ona książkową Hazel. Do tego dodajmy wspaniałego Ansela Elgorta w roli Augustusa. Chłopak jest przystojny, szarmancki i... No po prostu zagrał tę rolę tak jak powinien. Aktorami, których widzimy na ekranie mniej, ale jednak odgrywają swoje role z nie mniejszym zaangażowaniem, są Nat Wolff, Laura Dern oraz Sam Trammell.

Jeżeli chodzi o dokładność ekranizacji to jestem pod wielkim wrażeniem. W filmie nie brakowało mi praktycznie niczego. No dobra, prawie niczego. Tak naprawdę żałowałam, że nie umieszczono tam jednej sceny z książki, przy której wzruszyłam się chyba najbardziej. I chętnie bym ją tu przytoczyła, ale nie chcę spoilerować, bo przypuszczalnie znajdzie się jakaś osoba, która jeszcze nie oglądała tego filmu. Biorąc pod uwagę całokształt to produkcja jest dobrą ekranizacją książki. Wszystkie najważniejsze wątki są przekazane, a pojedyncze sceny w większości są bardzo zbliżone do tych w książce. Może nie jeżeli chodzi o kolejność, ale występują one w filmie. „Gwiazd naszych Wina” zaliczam do jednej z lepiej zekranizowanych książek i czekam na przeniesienie na ekran dalszych powieści Johna Greena. I wcale nie będę musiała długo tego robić, bo już w tym roku na ekrany kin wchodzą „Papierowe Miasta”. Zobaczymy czy poziom będzie utrzymany, bo poprzeczka postawiona jest bardzo wysoko.

A wy oglądaliście już „Gwiazd Naszych Wina”? Jeśli tak, co sądzicie? Jeśli nie, czy macie w ogóle zamiar zapoznawać się z tą ekranizacją?

*grafika zawarta na początku posta została stworzona przy pomocy strony picmonkey.com

You Might Also Like

27 komentarze

  1. Również myślę, że ekranizacja jest naprawdę dobra i większość wątków zostało tam odtworzonych i to dokładnie, z czego bardzo się cieszę. Z niecierpliwością czekam na ekranizacje "Papierowych miast", ciekawa jestem czy dorównają one "Gwiazd naszych wina" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również czekam na ekranizację "Papierowych miast". Jestem bardzo ciekawa czy będzie zrobiona tak dobrze jak GNW. :) Miejmy nadzieję, że tak. :)

      Usuń
  2. GNW to nie jest książka z happy endem. To jedna z najlepszych książek Johna Greena. Przeczyałam ją pięć miesięcy temu i nadal nie oglądałam filmu! Widziałam już mnóstwo pozytywnych recenzji tego filmu, ale jakoś nadal nie mogę się za niego zabrać. Muszę go obejrzeć! I nie mogę się już doczekać ekranizacji Papierowych Miast

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też obejrzałam film kilka miesięcy po przeczytaniu książki. :)

      Usuń
  3. Książka czytałam dawno temu. Obecnie mam w planach film :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę czytałam kilka miesięcy temu. A film polecam. ;)

      Usuń
  4. oglądałam :) Książka minimalnie lepsza, film dla mnie przesłodzony, ot historia amerykańskiej pary. Chyba zbyt dużo pięknych filmów o chorobach widziałam, które rzucały mną o ścianę i z emocji nie mogłam długo jeszcze spać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie mam problem ze stwierdzeniem, która wersja jest lepsza. Czy ta filmowa, czy książkowa. ;)

      Usuń
  5. Zaraz po przeczytaniu książki zabrałam się za obejrzenie ekranizacji. Również mogę zaliczyć ją do udanych. Film jest na podobnym poziomie co książka.Nawet nie wiedziałam, że będzie ekranizacja "Papierowych miast" :) Od teraz czekam na nią z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie umiem się zdecydować co jest lepsze. :) Też dowiedziałam się całkiem niedawno i od tamtego czasu na nią czekam.

      Usuń
  6. Nie oglądałam, czytałam tylko ;) muszę nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się zapoznać i porównać z książką. :)

      Usuń
  7. To jeden z tych filmów, na których nie mogłam powstrzymać łez, wręcz nie umiałam się powstrzymać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mimo iż wiedziałam jak wszystko się skończy, to i tak się wzruszyłam.

      Usuń
  8. I film i książka to naprawdę coś z czym każdy powinien się zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę szczerze powiedzieć że czytając książkę jakoś nie porwała mnie ta historia ale po obejrzeniu filmu zmieniłam zdanie o 180 stopni i jednym słowem ekranizacja mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pamiętam, to czytając książkę też miałam jakieś zastrzeżenia. Nie były one wielkie, ale jednak się pojawiły. Oglądając film może i dostrzegłam jakieś wady, ale ogólnie rzecz ujmując to jak dla mnie jest to dobra ekranizacja. :)

      Usuń
  10. Dla mnie ten film był nawet lepszy niż książka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie umiem się zdecydować co jest lepsze. :)

      Usuń
  11. Podobnie, jak ty też płakałam na książce i filmie.
    Świetna recenzja i mam dokładnie takie same odczucia jak ty! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób się przy niej wzrusza. I cieszę się, że ci się ona podobała! :)

      Usuń
  12. Polubiłam, jednak bardziej mi się podobała książka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie umiem się zdecydować, bo niektóre rzeczy bardziej podobały mi się w książce, a inne w filmie. ;)

      Usuń
  13. Książkę czytałam, film widziałam. Nie jestem wielką fanką ekranizacji, ale uważam, że film był udany.

    raven-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak, czasem czuję się spóźniona, zwłaszcza po obejrzeniu wszystkich wpisów na blogach. ;) I to uczucie jest dość obezwładniające, bo zdaję sobie sprawę z tego, że wielu tytułów cieszących się popularnością nigdy nie poznam. O powyższej historii wielokrotnie czytałam u zaprzyjaźnionych blogerek - i na tym koniec, inne powieści na razie bardziej mnie intrygują. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czasami tak mam. Wszędzie wokoło nagle zaczynają pojawiać się recenzje danej książki, a ja mam świadomość, że albo jej nie przeczytam, albo zanim to zrobię to minie bardzo dużo czasu. ;)

      Usuń
  15. Film mi się nie podobał, ale ja po prostu nie lubię gdy wstrętny reżyser próbuje ze mnie na siłę wyciskać łzy w konkretnych, zaplanowanych wcześniej momentach poprzez niezliczoną ilość sztuczek rodem z NLP.

    OdpowiedzUsuń

Witaj! Jeżeli już tutaj trafiłeś i coś co naskrobałam przypadło ci do gustu, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. :)
Wasza aktywność motywuje mnie do dalszej pracy. ;)

Popular Posts

Flickr Images

Formularz kontaktowy