Bukowy Las featured

W śnieżną noc- Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle

1/04/2015Kultura Czytania

Magia świąt. Na czym ona właściwie polega? Większość z was pewnie pomyśli teraz o pięknym, białym puchu za oknem, drewnie trzaskającym w kominku, atramentowym niebie usianym połyskującymi gwiazdami, choince pachnącej niczym cały las iglasty i prezentach. I zgodzę się z tym, że to wszystko w jakiś sposób pozwala nam się wprawić w świąteczny nastrój. Ale czy tak powinno wyglądać nasze wyobrażenie o świętach? Moja odpowiedź brzmi: nie.

W świętach chodzi o coś więcej. Prezenty (chociaż nie uważam ich za coś złego), śnieg, ogień w kominku nie są najistotniejsze. Myślę, że święta powinny polegać przede wszystkim na spędzaniu czasu z rodziną, cieplejszym podejściem do swoich bliźnich i ogólnie rzecz ujmując chęcią bycia lepszymi. 

Jeżeli chodzi o książkę „W śnieżną noc” autorstwa Maureen Johnson, Johna Greena i Lauren Myracle (z których znałam tylko Greena i w tej kwestii nadal się nic nie zmieniło) mam mocno mieszane uczucia. Niby piękna okładka, niby obiecująco zapowiadające się trzy cukierkowe, świąteczne opowiadania z happy endem(to chyba nie jest za wielki spoiler, bo czego można się spodziewać po świątecznych opowiadaniach), ale po przeczytaniu pozostaje jakieś dziwne uczucie, którego nawet nie jestem w stanie określić. Powiedziałabym, że to coś na kształt zniesmaczenia, albo po prostu rozczarowania. Nie umiem tego zdefiniować inaczej. Po prostu ciężko było mi przebrnąć przez tą książkę w okresie świątecznym.

Pierwsza historia opowiada nam o losach dziewczyny imieniem Jubilatka, do której w Wigilię przychodzi Sam niosąc ze sobą jakże radosne (o zgrozo) nowiny na temat obecnego położenia jej rodziców. Dziewczyna dowiaduje się, że będzie zmuszona wyjechać na Święta do swoich dziadków na Florydę. I pewnie niejedna nastolatka w jej wieku skakałaby z radości. Ale Jubilatce taka podróż wcale się nie uśmiecha. Ona miała już swoje plany na Wigilię, a ten niespodziewany zwrot akcji kompletnie się jej nie podoba. Ale większego wyboru nie ma. Wsiada do pociągu i... po niezbyt długiej podróży środek transportu,w którym się przemieszcza wjeżdża w zaspę śnieżną, przez co nasza bohaterka zostaje uwięziona w małym miasteczku Gracetown.

-Niczym się nie martw(...). Zabiorę małą, żeby się pobawiła na dworze, a wy możecie odpocząć(...). Napijcie się gorącej czekolady, zjedzcie coś, zawińcie się pod kocem...
W innych okolicznościach zakładałabym, że to ostatnie oznacza „zawińcie się pod dwoma osobnymi kocami, w odległości kilku metrów od siebie, a najlepiej żeby między wami leżał wilk na łańcuchu”, ponieważ to zawsze mają na myśli rodzice. Jednak Debbie dawała mi odczuć, że zgadza się na rozwój wypadków, niezależnie od tego, jaki kierunek przybierze. Gdybyśmy zapragnęli posiedzieć na sofie pod jednym kocykiem, by ogrzewać się wzajemnie, ona nie miałaby nic przeciwko temu. Właściwie to chyba gotowa była zepsuć piec i pochować wszystkie koce poza jednym.

Nie będę ukrywać, że pewne wyrażenia w tej historii, ładnie to ujmując, nie przypadły mi do gustu. Uznałam je za lekko przegięte i obraźliwe. Przekonałam się dopiero pod koniec dziewiątego rozdziału(na 12 możliwych!), po przeczytaniu wypowiedzi Debbie, którą umieściłam powyżej. Reakcja Jubilatki tak mnie urzekła, że od tego momentu pokochałam tę historię. Nie zmienia to jednak faktu, że klimatu świąt jest tutaj mało, a to i tak więcej niż w dwóch kolejnych opowiadaniach, których akcja równie dobrze mogłaby się rozgrywać w inny mroźny np. styczniowy dzień. Wtedy też stoi choinka, też mamy ozdoby świąteczne i czasami bywa też zimno. Wprowadzenie śnieżycy trochę podratowało sprawę. Do tego, gdyby tak zagłębić się w całą historię to nie ma w niej żadnego morału. Nic. Kompletnie. Rodzice głównej bohaterki są maniakami świątecznej wioski Fiobe, a ich córka przeżywa rozterki sercowe. I dookoła tego skupia się całe opowiadanie. I gdzie w tym sens?

Drugie opowiadanie ukazuje nam historię trójki, a właściwie czwórki młodych ludzi- JP, Diuk, Tobina i Keun'a. Są oni przyjaciółmi od wielu, wielu lat. Poznajemy ich w momencie, gdy we trojkę siedzą w domu Tobina oglądając filmy. Jego rodzice, jak się okazuje, również wylądowali nie tam gdzie trzeba. Albo raczej (o ironio), nie wylądowali, bo ich samolot w ogóle nie wystartował, więc nie mają się jak dostać na święta do domu. Późnym wieczorem przyjaciele odbierają telefon od Keun'a pracującego w Waffle House, który nakazuje im dostać się do jego miejsca pracy, najszybciej jak się da. No i co robią przyjaciele? A jakby inaczej, oczywiście, spełniają jego prośbę.

-Tak! Będzie dobrze! Bóg nie na darmo dał mi silne ramiona i plecy, koleś(...).
Spojrzałem sceptycznie na JP. Ważył może sześćdziesiąt pięć kilogramów. Bardziej imponującą muskulaturę mają nawet wiewiórki(...).

Ta historia chyba najbardziej przypadła mi do gustu. Nawet pomimo tego, że większość osób twierdzi, że opowiadanie Greena wypadło raczej blado przy dwóch pozostałych i jest po prostu słabe, ja odczuwam do niego jakąś sympatię. Może i nie podobają mi się powody dla których, koniec końców przyjaciele starają się dotrzeć do Waffle House, ale ogólnie rzecz ujmując to dobrze się bawiłam czytając tę historię. Przypuszczalnie działo się tak za sprawą kilku interesujących dialogów i trafnych spostrzeżeń, których próbkę macie nad tym akapitem. Tylko w środku opowiadania coś się popsuło i pewne rzeczy mi się nie podobały, ale całokształt wyszedł nieźle. Może i nie jest to szczyt kunsztu pisarskiego i może to opowiadanie nie ma jakichś większych przesłanek moralnych, ale dostarczyło mi sporą dozę rozrywki i to właśnie z części książki, w której znajduje się ta historia wystaje najwięcej różowych karteczek. Do tego opowiadanie jest napisane tak typowym dla Greena lekkim piórem. Czego chcieć więcej?

Trzecia historia opowiada o Addie i... No właśnie o czym?? Początkowo strasznie się męczyłam czytając to co wyszło spod pióra Lauren Myracle. No po prostu nie dało się tego czytać. Mamy święta, wigilię, a opowiadanie zaczyna się w momencie, w którym główna bohaterka przeżywa załamanie i dołka nerwowego, bo sama schrzaniła sobie relację z pewną osobą. I tak przez kilka kolejnych rozdziałów... Można było wyjść z siebie i stanąć obok. Gdzieś około dwunastego rozdziału stwierdziłam, że może jednak to da się czytać i że nie jest to takie złe... Po czym kolejny tekst, który wyprowadził mnie z równowagi. Jednak biorąc pod uwagę całokształt, wydaje mi się, że jest to jedyne opowiadanie ze wszystkich, które zawiera jakiś morał i niesie za sobą jakiekolwiek przesłanki. Jest głębsze. I mimo że od samego początku nie przypadła mi do gustu główna bohaterka, to na koniec się do niej przekonałam i uznałam, że jednak będą z niej ludzie.

Ogólnie rzecz biorąc to w sumie sama nie wiem co o całej tej książce sądzić. Bo w każdym opowiadaniu coś mi się podobało, a coś mnie odpychało i kazało trzymać się na dystans. W pierwszym urzekła mnie końcówka, drugie było w miarę okej(może poza jednym czy dwoma rozdziałami gdzieś w środku jak już wspominałam) i w trzecim znowu, gdyby nie końcówka, to spisałabym je na straty. Dodatkowo nie widzę w tej książce zbyt wielu mądrości życiowych. Czytając ją odniosłam wrażenie, że została napisana pod publiczkę. Gdybym chciała porównać ją do sławnej Opowieści wigilijnej autorstwa Karola Dickensa to nie byłoby czego zbierać z podłogi. Dlatego właśnie w pięciogwiazdkowej skali daję jej 3/5, bo na pewno wcześniej czy później o niej zapomnę, ale jak znam życie to będę do niej wracać przy okazji kolejnych świąt.

A wam jak się podobały te trzy świąteczne opowiadania? Zgadzacie się z moją opinią? A może macie całkowicie odmienne zdanie? Napiszcie w komentarzach. Z miłą chęcią dowiem się co sądzicie o tej pozycji! 

*zdjęcie zawarte na początku posta jest mojego autorstwa

You Might Also Like

22 komentarze

  1. Zamierzam ją sobie zakupić w tym miesiącu i przeczytać jak najszybciej. Chciałam zdążyć przed świętami, ale nie wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nabyłam ją gdzieś w okresie mikołaja, jak w empiku była promocja -30% z okazji Black Friday. Po zakupie leżała i czekała na okres świąt.;) I serdecznie dziękuję za komentarz! Miło widzieć, że ktoś ma ochotę czytać to co naskrobałam :D

      Usuń
  2. Nie czytałam, ale wydaje mi się, że to taka typowa książka, która można dać pod choinkę, bo niby pasuje właśnie klimatem i atmosferą (oraz ma nazwisko obecnie bardzo popularnego autora na okładce), ale wcale nie trzeba spieszyć się z jej czytaniem i bez wyrzutów sumienia odłożyć na półkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zupełności się z tobą zgadzam! Ja co prawda czytałam ją w okresie świątecznym, ale równie dobrze można czytać ją w zupełnie dowolnym momencie. Jak pisałam u góry, tylko w pierwszym opowiadaniu wyczuwam jakikolwiek pierwiastek świątecznego klimatu;) Co do Greena, to właśnie ze względu na niego (i piękną jak dla mnie okładkę) postanowiłam kupić sobie własny egzemplarz. Bardzo dziękuję za komentarz!

      Usuń
  3. Dostałam ją na mikołajki klasowe od kolegi. Przez naukę, wystawianie ocen i kilka spraw na głowie musiała (chociaż w sumie bardzo tego chciałam) ona poczekać na przerwę świąteczną. Zaczęłam dwa dni przed świętami, a przez obowiązki typu sprzątanie, gotowanie skończyłam dopiero w wigilijny poranek. Poczeka jeszcze do recenzji, ale to co chcę powiedzieć to: łał. Być może nie poczułam przez nią klimatu świąt, ale co z tego. To taka piękna, ciepła i przyjemna książka. Żałuję, ze jestem już po jej lekturze, ale myślę, ze lepszego okresu do przeczytania jej nie mogłam sobie wybrać. Mam nadzieję, iż na kolejne święta będę mogła do niej powrócić i znajdę ten czas na kolejne przewracanie jej kartek :) (może to być moim postanowieniem noworocznym - tak nawiązując do poprzedniego postu :3 )
    Pozdrawiam i życzę sukcesów w blogowaniu/recenzowaniu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie musiała ona czekać, ale chciałam się za nią wziąć dopiero na święta.;) Zgadzam się z tym, że w całokształcie jest taka przytulna (jedynie trzecie opowiadanie działało mi tak strasznie na nerwy). Gdyby nie była, to pewnie wszyscy by po niej jechali. Bo kto chce smutnych i negatywnych zakończeń w święta? Co do powracania do niej to pewnie też będę to robić. Nawet pomimo pewnych minusów i niuansów przyjemnie przeczytać coś niezobowiązującego. Tobie też tego życzę! Ooo. Jak miło, że przeczytałaś też ten poprzedni post.;) To dla mnie motywujące. Dziękuję i nawzajem! :D

      Usuń
  4. Świąteczna atmosfera wokół, a także mnogość recenzji tej książki, podpowiadały mi, że powinnam po nią sięgnąć. Jednak po Twojej opinii nie jestem już taka pewna - zaczynam się martwić, że wcale mi się nie spodoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie nie jest to pozycja obowiązkowa. Niespecjalnie dużo wnosi do życia, ale nie wiem co kto lubi. Jeżeli szukasz czegoś, nad czym będziesz się chciała po prostu odstresować i nie myśleć "co autor miał na myśli", a do tego nie postawisz jej nie wiadomo jakich wymagań to nie powinnaś się zawieść, Sama sięgnęłam po nią właśnie z powodu całego szumu, który stworzył się wokół niej (i wokół Greena oczywiście). Spotkałam się z wieloma recenzjami na jej temat i w większości były one raczej pozytywne, więc radzę ci, żebyś sama ją przeczytała i wyrobiła sobie opinię.;) I bardzo dziękuję za komentarz! Motywuje mnie to do dalszej pracy.

      Usuń
  5. Może i masz rację, że to książka pisana pod publiczkę, by jeszcze trochę zarobić o Greenie ;) Mam nadzieję, że kiedyś sięgnę po tę pozycję, by wyrobić sobie zdanie, ale specjalnie szukać nie będę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia podczas czytania! Jeżeli kiedyś się za nią zabierzesz;) Ja, gdyby nie fakt, że urzekła mnie okładka i przyciągnęło nazwisko Greena, pewnie tak szybko bym się za nią nie wzięła. Dziękuje za komentarz! :D

      Usuń
  6. Szczerze mówiąc, ja też liczyłam na coś więcej o Świętach. Bardziej na takie słodko-świąteczne coś dające do myślenia. I pod tym względem się rozczarowałam. Ale było kilka całkiem dobrych stron tej książki.
    Mam co do każdego z tych opowiadań trochę inne zdanie od ciebie, ale gdyby wszyscy byli tacy sami świat byłby nudny i nie do zniesienia!:)

    A co do twojego komentarza u mnie, to sama dużo narzekam (chociaż staram się tego nie robić:P) i może dlatego nie przeszkadzało mi to w głównej bohaterce. A opowiadanie Greena w pewnym momencie zaczęłam traktować jako dobrą komedię, mimo że na początku po jego poprzednich książkach, spodziewałam się czegoś głębszego.
    Podsumowując, święteczno-nieświąteczna książka na wolny dzień w zimę (bo czytać o Świętach Bożego Narodzenia w lecie, to trochę dziwne?:D)

    Powodzenia w blogowaniu!

    PS. Może dodaj sobie obserwatorów na bloga. Bo z chęcią dodałabym cię do obserwowanych, ale nie mogę, a tak byłoby łatwiej orientować się, co się tutaj dzieje;)

    http://whiteblackbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie zgadzam się z tym, że gdybyśmy wszyscy byli jednakowi, to po prostu byłoby drętwo! :D Mnie też się zdarza narzekać. Robię to nawet dość często, mimo że staram się przestać. Taka moja natura. Ale i tak denerwowało mnie to w tym opowiadaniu.
      Dziękuję! Każdy komentarz, a taki długi w szczególności zachęca mnie do dalszej pracy;)
      I już dodałam obserwatorów! Dzięki, że zwróciłaś mi na to uwagę;) Dobrze, że znalazł się ktoś, kto mi o tym powiedział. Jeżeli coś jeszcze byłoby nie tak, to proszę o jakieś rady!

      Usuń
  7. Głośno ostatnio o tej książce, ale nie czuje naglącej potrzeby zapoznania się z nią. Może przyczyną tego jest fakt, że nie sięgam za często po opowiadania. Jednak jeśli nadarzyłaby się okazja przeczytania, to pewnie skusiłabym się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skusiłam się na nią właśnie ze względu na całe to zamieszanie, które się wokół stworzyło. W innym wypadku pewnie poczekałabym sobie spokojnie na moment, w którym pojawi się w bibliotece (swoją drogą jest już dostępna, w tej do której uczęszczam) i dopiero wtedy bym po nią sięgnęła. Albo za rok ;) Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  8. Miałam ją sobie kupić, ale chyba po twojej recenzji się wstrzymam. Nienawidzę gdy książki są napisane pod publikę, z przymusu. Jednak poczekam, aż ta książka znajdzie się w bibliotece. Dzięki za szczerą recenzje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda nie siedzę w głowie tych autorów i nie wiem w jakim celu powstała ta książka, ale miała wprowadzać nas w klimat świąt. A jego jest tam jak na lekarstwo. Przynajmniej w moim odczuciu. I do tego tylko jedno opowiadanie coś przekazywało. A reszta to po prostu były słodkie opowiadania. W sumie sięgając po tę książkę, nie powinnam mieć jakichś szczególnych wymagań, bo przecież było wiadomo, że wszystko skończy się happy endem, ale jednak gdzieś musi być ustawiona poprzeczka. A ja chyba za bardzo się nakręciłam. Ale ja zawsze zachęcam do wyrobienia sobie zdania samemu. Powodzenia w przyszłym czytaniu i dzięki za komentarz:D

      Usuń
  9. Mnie ta książka bardzo rozczarowała... opowiadanie Greena najsłabsze i kompletnie nie widzę w niej magii świat. Święta polegają w tych opowieściach tylko na tym, że jest śnieg o_O
    Słaba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie uważam tej książki za jakieś arcydzieło i też się rozczarowałam. Chyba najlepsza w tej książce jest okładka. Co do Greena, to przy nim najbardziej się uśmiałam. Kiedyś w komentarzu na którymś z blogów pisałam już, że ta książka byłaby dobra, gdyby tylko połączyć te trzy opowiadania w całość. Klimat pierwszego, humor drugiego i morał trzeciego.

      Usuń
  10. Mnie się akurat podobało i pierwsze i drugie, zaś do trzeciego mam takie same odczucie, co ty. Głowna bohaterka była naprawdę irytująca.
    Mimo to książka jest bardzo fajna i przyjemnie się ją czyta. Mimo iż nie ma żadnego marału to jest jakaś "magia" w tych opowiadaniach :)
    http://z-ksiazka-przez-swiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjemnie się czytało, ale świąteczny klimat czułam tylko w pierwszym opowiadaniu.:)

      Usuń
  11. Jak zobaczyłam tytuł, to pomyślałam "o jak fajnie, będzie dla mamy pod choinkę na przyszły rok". Ale doczytałam resztę Twojej recenzji i już zmieniłam zdanie. A szkoda, przydałaby się jakaś DOBRA, piękna książka wpasowana w tematykę zimowo - świąteczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może twojej mamie się ta książka spodoba. :) Mnóstwo osób wypowiada się na jej temat pozytywnie. Tylko chyba miała ona być taką typową książką na święta, a tego klimatu aż tak w niej nie czułam. ;)

      Usuń

Witaj! Jeżeli już tutaj trafiłeś i coś co naskrobałam przypadło ci do gustu, zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. :)
Wasza aktywność motywuje mnie do dalszej pracy. ;)

Popular Posts

Flickr Images

Formularz kontaktowy